5.14.2015

005. Oh Bae, nie przesadzasz?

Nasz "nowy uczeń" został przyjęty przez społeczność naszej szkoły dość normalnie. Zyskał sympatię wielu uczniów, ale dużo osób potraktowało go dość chłodno. Takim wiadrem zimnej wody, na jego ego, po pierwszych kilku dniach była lekcja z wychowawczynią. Myślał, że na luzie może sobie robić co chce. Po wejściu do klasy, usiadł w ostatniej ławce i miał głęboko wszystko i wszystkich.
- Niall wstań.- powiedziała pani Elin, gdy się "witaliśmy". Za każdym razem kazała nam wstawać i odpowiadać 'dzień dobry'. Chłopak z wielkim westchnieniem wykonał polecenie nauczyciela.
- To idiotyczne.- mruknął.
- Jeśli coś ci się nie podoba, drzwi masz tam. Prosto i w prawo.- warknęła.- Dzień dobry.
- Dzień dobry.- odpowiedziała klasa.
- Możecie usiąść.- zajęliśmy miejsca na krzesełkach, a ona wzięła do ręki dziennik. Sprawdziła obecność i oparła się o biurko. Zaczęła mówić o planowanym wyjeździe do Kalifornii, który miałby się odbyć jeszcze przed przerwą świąteczną.
- Ale to na koszt nasz, czy jak?- zadałam pytanie.
- Wszystkiego dowiecie się wkrótce. Prawdopodobnie rodzice będą musieli pokryć koszt przelotu, a resztę sfinansuje szkoła.- kontynuowała opowiadanie o tym, co mielibyśmy tam robić, zwiedzać. 
Dzwonek zadzwonił bardzo szybko. Wstałam, zabierając swój plecak i razem z Seanem poszliśmy pod następną salę, gdzie odbyć się miała lekcja j.angielskiego. Rozmawialiśmy, stojąc niedaleko wejścia, gdy ktoś mnie potrącił. Ale tak z bara, że się prawie przewróciłam.
- Coś nie tak z twoim mózgiem?- warknęłam, a gdy okazało się, że to Niall, postanowiłam dodać.- Ups.. Zapomniałam, że takowego nie posiadasz.
- Wyszczekana na twoja dziewczyna.- powiedział i przygryzł wargę. Odwróciłam się i zamiast mojego przyjaciela zobaczyłam swojego chłopaka.
- Wiem.- parsknął i przytulił mnie. Odepchnęłam go lekko.
- Luke, idź sobie. Sama sobie poradzę.
- Ale..
- IDŹ!- machnęłam na niego ręką.- Czekasz na specjalne zaproszenie?
- Na co niby?
- Na przeprosiny?- zirytowana wyrzuciłam ręce w powietrze.
- Nie wydaje mi się, żebym musiał to robić.- wzruszył ramionami z chamskim uśmieszkiem.
- Boże, ale ty jesteś irytujący.- wzniosłam oczy ku niebu. Skąd się tacy ludzie biorą?!
- Nie jestem Bogiem. 
- Możesz się gdzieś tam oddalić? Nie mam ochoty na ciebie patrzeć.
- Ej, nie bądź taka!- zaśmiał się. Odwróciłam się do niego plecami i podeszłam do Luke'a, który badawczo mi się przyglądał.
- Coś nie tak?- omiotłam wzrokiem mój wygląd. Wszystko było w porządku.
- Nie, jest okej.- potrząsnął głową i uśmiechnął się do mnie.- Wiesz, co robisz dzisiaj po szkole?
- Nie, ale zgaduję, że to coś związanego z tobą.- odwzajemniłam uśmiech.
- Być może.- przyciągnął mnie do siebie i lekko pocałował. Niestety ktoś stojący za mną odchrząknął, więc odsunęłam się od blondyna.
- W szkole obowiązuje zakaz bliskich kontaktów dziewczyna-chłopak.
- Ale..
- Żadnego ale! Żeby mi to był ostatni raz!- pogroził palcem i odszedł. To był pan Robinson. Nauczyciel geografii, zakręcony i samotny. Jego żona zostawiła go dla jakiegoś młodszego faceta, przez co zrobił się nieco zgorzkniały. 
Dzwonek zadzwonił, więc weszliśmy klasy. Usiadłam z tyłu, z moim chłopakiem. Do sali wszedł pan Harrison i położył na biurku stertę papierów.
- Dzień dobry cisza!- zaczął.- Dzisiaj będą prace w grupach. Osobiście dobiorę..
- Zawsze pan dobiera grupy! Możemy dobrać się sami?- zapytała Rookie. Dopiero teraz zauważyłam, że nie było jej na pierwszej lekcji.
- To nie jest dobry pomysł. Skoro nie chcecie, żebym to ja decydował, niech decyduje kartka papieru.- wyciągnął biały arkusz i pociął go na ileś kawałków. Wypisał coś na nich i wrzucił do czapki, zdjętej z głowy Seana.- Losujecie karteczkę z imieniem osoby, z którą będziecie pracować.- Podszedł do mojego przyjaciela, a on wyjął biały papierek.
- Luke...- przeczytał.
- Oczywiście osoby wylosowane, nie będą już losować. Następnym razem to one będą to robić.- dodał jeszcze szybko profesor. Podszedł do kolejnej osoby, która wylosowała Hannah. Rookie była z Justinem, Joey z Alison, jeśli dobrze pamiętam jej imię. Rodney trafił na Emily. Obiegłam wzrokiem klasę, by zobaczyć kto został. Boże, proszę tylko nie Niall. Wyciągnęłam karteczkę, ale nie chciałam jej odczytać.
- No dalej, Andy. Nie mamy czasu.- powiedział nauczyciel. Z westchnieniem otworzyłam zwitkę i zamarłam. Z moich ust wydobyło się ciche:
- Niall.
Reszta klasy szybko się z tym uwinęła. Większość osób była zadowolona, oprócz takiej jednej Emmy. Widać, że chciała być z naszym nowym uczniem.
- Usiądźcie proszę w wylosowanych parach i zacznijcie wymieniać się pomysłami. Tematem, który macie omówić w tejże pracy, zostanie wam podany pod koniec lekcji na tablicy.
- W takim razie, powodzenia.- ucałował mój policzek Luke i poszedł do Seana. Czekałam, aż Niall łaskawie podniesie swój tyłek i dosiądzie się do mnie, ale się nie doczekałam. Podeszłam więc do niego i usiadłam na przeciwko, z drugiej strony ławki.
- Słuchaj, szczeniaku bo dwa razy nie zamierzam się powtarzać. Zależy mi na dobrej ocenie z tego wypracowania i jeśli takowej nie dostanę, zginiesz. Dlatego zechciej współpracować, bo również na tym zyskasz!- warknęłam.
- Wyluzuj.- przewrócił oczami.
- Bardzo cię proszę, chociaż teraz zachowaj się w porządku, a nie jak dupek.
- Oh Bae, nie przesadzasz?- spojrzał na mnie z ukosa.
- Niby z czym?
- Nigdy nie byłem dla ciebie dupkiem. NIGDY.
- Postarasz się?- zapytałam. Nie uzyskałam odpowiedzi, bo nauczyciel kazał spojrzeć na tablicę.
- Tematem wypracowania jest: Dwudziestolecie międzywojenne- omówienie epoki. Macie opisać co się w tym czasie wydarzyło, zmieniło.. Ale nie chcę żeby to była ogólnikowa praca. Wybierzcie jakiś jeden motyw przewodni i postarajcie się. Chcę zobaczyć w tych pracach was samych. Scharakteryzujcie rozwój techniki, nauki, nowe zjawiska, urbanizacja, technicyzacja, kino, telegraf..W świecie psychologii i filozofii również zmiany były zauważalne. Poniekąd już wam pomogłem, więc wystarczy, że po prostu zbierzecie informacje, ładnie je poukładacie i pracę macie zaliczoną.- uśmiechnął się do nas i usiadł z powrotem na swoim krześle.
- Okej, myślę, że możemy zając się filozofią i psychologią.- zaproponowałam. On tylko wzruszył ramionami, na co zgromiłam go wzrokiem. Uniósł ręce w geście obronnym i skupił się.
- To dobry pomysł.
- Musimy spotkać się po szkole i jakoś to napisać..
- No dobrze. Dzisiaj i pasuje?
- Tak.
- W takim razie po lekcjach zabierzesz się ze mną i zrobimy to u mnie.- pokiwałam tylko głową. Po co się wykłócać? Zadzwonił dzwonek, więc zgarnęłam swoje rzeczy i chciałam wyjść, ale zatrzymał mnie głos nauczyciela.
- Prace macie przygotować na piątek!- czyli 4 dni. Huh, będzie ciekawie.



~*~
No to piąteczkę mam już z głowy ;) Trochę długo mi to zajęło, wiem. Przepraszam i zdecydowałam, że od teraz biorę się do roboty i rozdziały będą gdzieś tej długości, może trochę krótsze, ale pojawiać się będą raz na tydzień :) Mam nadzieję, że jeszcze ktoś to czyta.
PROSZĘ O POZOSTAWIENIE KOMENTARZA PO PRZECZYTANIU, MOTYWACJĄ DO DALSZEGO DZIAŁANIA SĄ WŁAŚNIE KOMENTARZE.

Tak więc do zobaczenia za niedługo :) 

Teenage xx.

PS. Mam dodawać zdjęcia pod rozdziałami? Albo gify? 

4.21.2015

004. Lubisz mnie wkurzać?!

- Co do...- zaciął się i patrzył na mnie dziwnie. Posłałam mu ostrzegawcze spojrzenie, a on otrząsnął się i przywitał się z moim chłopakiem.- My się już chyba poznaliśmy.
-Tak.- skinął Luke i tylko przywitali się "męskim uściskiem dłoni" co bardziej przypominało przybicie piątki, ale zwał jak zwał.- A to jest moja dziewczyna, Andy.
- Niall.- ujął moją moją dłoń i ucałował jej wierzch, nie zrywając kontaktu wzrokowego. Po chwili się odsunął. Dla innych musiało to wyglądać dość normalnie (może trochę zbyt szarmancko) ale normalnie.- Pijcie, tańczcie i bawcie się dobrze!- uniósł pełny czerwony kubeczek i wypił na raz.
Nagle zostałam pociągnięta przez kogoś i okręcona wokół własnej osi.
- Baw się, mała!- zaśmiał się i puścił mnie, a ja wylądowałam w ramionach Luke'a. Byłam tak zdezorientowana, że aż zaczęli się ze mnie śmiać. Sama również zachichotałam i wzięłam kubeczek. Wypiłam połowę i poczułam pieczenie w gardle. Zamknęłam na chwilę oczy, a kiedy je otworzyłam oni nadal się śmiali.
- Jeszcze nie zaczęłam się dobrze bawić, a się śmieją.
- Bo jesteś zabawna. Już cię lubię.- powiedział chłopak, który mną zakręcił, więc przybiłam mu piątkę.- A tak w ogóle jestem Greg. I jestem starszym bratem tego tu.- wskazał na Nialla. Blondyn przewrócił oczami i sięgnął po kolejny kubek.
- Może przenieśmy się gdzieś, gdzie jest mniej duszno?- zaproponowałam, bo było mi już ciepło.
- Zdejmij bluzę.- powiedział Niall.
- Umm.. Nie mogę.- przygryzłam wewnętrzną stronę policzka.
- Dlaczego?
- Ona nie ma nic pod spodem. No prawie nic.- Luke przytulił mnie od tyłu, a ja lekko zaróżowiłam się.
- W takim razie chodźmy do ogrodu.- poszliśmy za organizatorem przez wielkie szklane drzwi. Jego ogród był.. całkiem zwyczajny. Przestrzeń była naprawdę duża, wszystko otoczone jakimiś małymi krzaczkami i średniej wielkości płotem. Na środku stała bardzo ładna i duża altana, do której prowadziła ścieżka wyłożona białymi kamyczkami. Kawałeczek dalej, na prawo było małe oczko wodne. Po lewej dwie duże huśtawki ogrodowe i cztery małe huśtawki, a pomiędzy drzewami kilka hamaków. Po włączeniu małych światełek, które były powywieszane tu i tam zrobiło się naprawdę fajnie. Kogo obchodziło, że jest jeszcze jasno..?
- Chodźmy tam.- Niall wskazał na miejsce za altaną. Szliśmy za nim pomiędzy ludźmi. Okazało się, że jest tu kilka koców rozłożonych na trawie. Usiadłam wygodnie, pomiędzy nogami Luke'a, opierając się o jego tors. On nie miał się o co oprzeć, ale nie narzekał, więc pozostałam w takiej pozycji. Reszta zajęła miejsca obok nas, przez co stworzyliśmy krąg. Jak już zauważyłam w tym gronie był Greg, Niall, jakaś wysoka i dość skąpo ubrana blondynka, miło wyglądająca brunetka oraz szatyn o przerażająco ciemnych oczach.
- My się chyba jeszcze nie znamy, jestem Ashley.- pocałowała mnie w policzek na powitanie. Następnie spojrzałam na brunetkę, ale ona nie poruszyła się nawet o milimetr. Miałam ochotę westchnąć albo przewrócić oczami, jak to miałam w zwyczaju, a zamiast tego wyciągnęłam rękę w jej stronę.
- Andy.- uśmiechnęłam się, a ona prychnęła.
- Zabieraj mi sprzed nosa te łapsko.- warknęła, na co uniosłam brew. Babcia miała jednak rację. Nie należy oceniać książki po okładce.
- Wyluzuj.- mruknęłam i z powrotem wtuliłam się w mojego chłopaka.
- Pójdę po coś do picia.- powiedziała tylko i zniknęła.
- Nie przejmuj się. Ona już taka po prostu jest.- powiedział szatyn.- Jake jestem.
- Andy.- przybiłam mu żółwika i spojrzałam na pozostałych.- Będziemy tu siedzieć jak te kołki i nic nie robić?
- Ana prawdopodobnie zaraz przyniesie alkohol, więc wtedy zaczniemy zabawę.- dodał Greg.
- A jeśli nie przyniesie?- drążyłam temat.
- Jaka ty dociekliwa.- westchnął Jake.
- Po prostu to zrobi i już, jasne?- Niall zabrał głos, a ja skinęłam głową. Mentalnie chciałam dać sobie w twarz za tą ciekawość. Nie lubiłam w sobie tego, że zawsze szukałam dziury w całym, byłam bardzo ciekawska i dociekliwa. Niby to dobre cechy, ale u mnie objawiały się tylko wtedy, gdy ich nie potrzebowałam.
- Spokojnie kochanie.- wyszeptał mi do ucha Luke. Byłam wdzięczna mu wdzięczna za uspokajający gest, który wykonywał. Kreślił kółka na zewnętrznej stronie mojej dłoni. Nagle jak spod ziemi wyrosła koło nas Ana. Miała dużo czerwonych kubeczków. Każdemu dała po jednym.
- W razie czego jakiś tam pierwszak przyniesie nam więcej.- powiedziała jeszcze i napiła się trochę kolorowego drinka.
Czy aby na pewno był kolorowy- nie wiem. Ale tak mi się wydaje. Wszyscy pili w milczeniu, a gdy byliśmy już po kilku drinkach i rundce shotów, głos zabrał Jake.
- Zróbmy coś szalonego.- oczy mu błyszczały.
- Mianowicie?- zapytała Ashley.
- Nie wiem, po prostu chcę zrobić coś szalonego.- wzruszył ramionami.
- Stary, bredzisz. Ile wypiłeś?- zapytał Niall otwierając piwo.
- Nie wiem.- zamknął oczy i potarł skronie. Mam nadzieję, że ja nigdy nie będę w takim stanie. Nie miałam ni przeciwko odrobinie alkoholu dla urozmaicenia imprezy, ale jak to mówią, co za dużo to nie zdrowo, nie?
- Pójdę po wodę.- odezwał się Luke i wstał. Z nim poszła Ashley, mówiąc że weźmie jakieś ciastka czy coś. Ana poszła po kolejne drinki. 
- Jake?- zapytałam, gdy on powoli tracił kontakt z rzeczywistością.
- Chcę iść spać.- jęknął.
- Chodź tu.- powiedziałam i wzięłam go pod rękę. Był zbyt ciężki, więc nie dałam rady zrobić z nim ani kroku.- Ehm.. Niall?
- Co?- burknął. Wow, co ja mu zrobiłam?
- Mógłbyś mi pomóc?
- A niby dlaczego miałbym?- przewróciłam oczami i spróbowałam zrobić krok, na co Jake wyślizgnął mi się z rąk i upadł na ziemię. Złapałam jego dłoń i zaczęłam ciągnąć. Udało mi się go przeciągnąć jakieś 2 metry, potem opadłam z sił. Usiadłam obok niego i oparłam głowę o kolana.
- Boli mnie głowa.- mamrotał szatyn, a ja pogłaskałam go po głowie, przez co usnął głębokim snem.
- Wstań.- usłyszałam Nialla. Posłusznie wykonałam jego polecenie. Złapał brązowookiego pod ramię i zaczął iść. Poszłam więc za nim podtrzymując z drugiej strony. Dotarliśmy do domu, potem na piętro aż wreszcie do pokoju. Położyliśmy chłopaka na łóżku. Usiadłam opierając się o ścianę. To był naprawdę nie lada wysiłek.
- Dzięki.- sapnęłam. Blondyn zajął miejsce obok mnie. Siedzieliśmy, ja biorąc głębokie oddechy, on po prostu odpoczywając. Dziwnie się czułam siedząc obok niego. Dręczyły mnie pytania, na które nie znałam odpowiedzi. Dlaczego mi pomógł? Czemu jest taki zły? Jego oczy.. były smutne, ale z jakiego powodu..?
- Czemu mu pomogłaś?- zapytał mnie w końcu.- Nawet go nie znasz.
- Nie wiem.- wzruszyłam ramionami.
- Czemu tu przyszłaś?- spojrzałam na niego. Jego wzrok utkwiony był w okno, umiejscowione na przeciwko nas.
- Ja.. Przyszłam z Luke'em.- wzruszyłam ramionami. Nie odezwał się więcej. Siedzieliśmy w ciszy z tą różnicą, że on był zamyślony, a ja wkurzona.
W końcu wstałam i pod pretekstem sprawdzenia co u Jake'a, oddaliłam się od blondyna. 
Podeszłam do łóżka i spojrzałam na szatyna. No cóż.. Za dobrze to.on nie wyglądał. Przyłożyłam mu rękę do czoła. Ciepłe, ale tak naturalnie. No nic, skoro wszystko okej, to chyba mogę się oddalić, nie?
Skierowałam się do drzwi i otworzyłam je. Po raz ostatni zerknęłam na Nialla. On nadal myślał i wyglądał na niewzruszonego całą tą sytuacją.
Na parterze ludzi było jakby mniej. Spojrzałam na zegarek- 23, już? Kiedy minęły te 4 godziny? 
Wzrokiem szukałam Luke'a. Odnalazłam go na kanapie z papierosem w ręku. Ledwo zauważalnie skrzywiłam się na ten widok. On to zauważył i wyszliśmy na zewnątrz, aby porozmawiać.
- Kochanie, co jest?- zapytał zaciągając się tytoniem.
- Nic. Mieliście przynieść wodę i coś do jedzenia dla Jake'a, ale się nie pojawiliście.
- Oh.. Szukaliśmy was, ale nie mogliśmy znaleźć.. 
- Jest coś takiego jak telefon i sms, wiesz?- mruknęłam sarkastycznie.
- Kochanie, nie gniewaj się.. Przepraszam, obiecuję, że już więcej cię nie zostawię samej, dobrze?- znowu się zaciągnął, a gdy przytaknęłam, pocałował mnie delikatnie i posłał mi uśmiech. Zaczęliśmy wracać do salonu, ze splecionymi dłońmi, ale zatrzymałam się na chwilę.
- Ehm.. Luke?
- Tak kochanie?
- Mógłbyś przy mnie nie palić? Nienawidzę papierosów, a na pewno w połączeniu z alkoholem.- chłopak spojrzał na mnie i przygryzł wargę próbując ukryć uśmiech. 
- Skończę tylko tego.- rzucił i wróciliśmy na sofę. Usiadłam pomiędzy Luke'em a Gregiem. Dalej rozmawialiśmy, piliśmy, a mój chłopak mimo obietnicy dalej palił. Wkurzało mnie to, co było widoczne, a jego to śmieszyło. W pewnym momencie nie mogłam już znieść tego papierosowego smrodu, więc wstałam i wyszłam na zewnątrz. Pokierowałam się do basenu. A raczej na leżak, ale byłam bliska wskoczenia do niego, z powodu mojego stroju, który przesiąkł dymem. Usiadłam na wolnym leżaku i wyjęłam telefon. Miałam dwie wiadomości. Na szczęście jedna była od operatora, dotycząca rachunku za telefon, a drugą od Seana, gdzie po raz wtóry życzył mi dobrej zabawy. Nagle ktoś dosiadł się do mnie. Zignorowałam tę osobę i dalej wpatrywałam się w ekran telefonu, tak bezsensownie, byleby się czymś zająć.
- Słodka para aż do mdłości pokłóciła się?- przewróciłam oczami na jego ironię.
- Nie pokłóciliśmy się.- odpowiedziałam.
- To jest twoje zdanie, moje jest inne.- wzruszył ramionami.
- Ale nikt cię o te twoje zdanie nie prosił.
- Bo mnie nikt prosić nie musi.- uniosłam oczy ku niebu.
- Boże, czemu ty musisz być taki irytujący?
- Nie jestem Bogiem, jestem Niall.- uśmiechnął się do mnie, a ja strzeliłam face palma i wstałam.
- Nie, jesteś pijany i głupi.- rzuciłam na odchodne. Przeciskałam się przez ludzi, aż dotarłam do huśtawek. Usiadłam na niebieskiej i odepchnęłam się nogami. Głowę oparłam o łańcuch i przymknęłam oczy. Byłam zmęczona i nie miałam ochoty na rozmowę z nikim. Ale oczywiście ten pajac musiał poleźć za mną.
- Ej! Obraziłaś się?- usłyszałam go obok siebie.
- Nie. Po prostu mam dość.- nie wiedząc czemu odpowiedziałam mu.
- To wina Luke'a?- zapytał, dosiadając się na huśtawkę obok.
- Nie wiem. Może.- wzruszyłam ramionami.
- Ale tak na prawdę, to przez niego wyglądasz, jakbyś miała zaraz umrzeć?
- Chyba nie jest aż tak źle..- mruknęłam, ale gdy podał mi swój telefon i zobaczyłam swoje odbicie, oddałam mu szybko przedmiot.- Dobra, jednak jest.
- Więc? Powiesz mi?
- Tak właściwie to czemu chcesz to wiedzieć?- utrzymywaliśmy kontakt wzrokowy, dzięki czemu znowu dopatrzyłam się w jego oczach tego dziwnego smutku.
- Tak po prostu.- przewiercał mnie spojrzeniem na wylot.
- Wkurza mnie to, że powiedział, że nie będzie palił, a dalej to robił.- wyznałam.- I robił to specjalnie. Dupek.
- Też cię kocham.- usłyszałam za sobą. Momentalnie odwróciłam się w stronę Hemmo i lekko zaczerwieniłam, ale tylko na sekundę, bo zdałam sobie sprawę z tego, że jestem przez niego zdenerwowana i nie mam zamiaru go przepraszać.
- Poprosiłam cię, żebyś nie palił. Obiecałeś, że już nie będziesz. Lubisz mnie wkurzać?!
- Tylko troszkę. Wyglądasz wtedy pociągająco.- mrugnął.
- Jesteś taki.. Bezczelny!- krzyknęłam i wyminęłam go, specjalnie szturchając w ramię. Dotarłam do salonu, a że nikogo z kim chciałabym porozmawiać nie było w zasięgu mojego wzroku, skierowałam się do pokoju, gdzie leżał Jake.
Sprawdziłam czy śpi, a potem położyłam się obok niego. Byłam pewna, że odpłynął, więc zrzuciłam z siebie kłótnię z Luke'em. Nagle wtulił się we mnie, więc go odsunęłam.
- Hej.. Przecież nic ci nie zrobię.- zaśmiał się.
- Oh.. Myślałam że śpisz.
- Poprawka, spałem. Obudziło mnie twoje gadanie.
- Um.. Wszystko słyszałeś?
- Co do słowa.- spojrzałam na niego.
- To co mam zrobić? Luke naprawdę mi się podoba, lubię go, ale nie mam zamiaru tolerować takie czegoś!
- Rozumiem.. Daj sobie czas, a jeśli będzie mu zależeć, to pewnie się odezwie.
- Tak myślisz?
- Tak myślę.
- Dziękuję Jake. Jesteś wspaniały.- uśmiechnął się do mnie, a potem zwymiotował. Na szczęście nie na mnie.
- Mogłabyś przynieść mi coś? Albo zadzwonić po kogoś, kto by po mnie przyjechał?- przytaknęłam, a on podał mi swój telefon.
- Mam zadzwonić po mamę?- niepewna wstrzymałam się z wybraniem numeru.
- Lepiej po ojca.- po chwili już dzwoniłam.
- Tak słucham?- nieco zmęczony głos taty Jake'a rozbrzmiał w słuchawce.
- Dobry wieczór.. Z tej strony koleżanka Jake'a, Andy. Pana syn troszkę wypił i źle się poczuł.. Mógłby pan po niego przyjechać?
- Troszkę wypił, powiadasz? W takim razie dlaczego sam nie zadzwonił?
- Emm.. No dobrze, nie będę owijać w bawełnę. Jake się upił, zwymiotował i poprosił żebym zadzwoniła do pana.- spodziewałam się krzyku, wyzwiska albo pretensji, a zamiast tego usłyszałam śmiech.
- No dobrze, przyjadę po niego. Dziękuję dziecinko.- uśmiechnęłam się lekko na to przezwisko. Facet rozłączył się, a ja oprzytomniałam. Przecież nie zna adresu! Ale skoro nie pytał, to może go zna..
- Jake.. Wstawaj, twój tata zaraz przyjedzie.- pomogłam mu stanąć na nogi i zaprowadziłam na podjazd. Trwało to z 10 minut, ale biorąc pod uwagę w jakim jest stanie, całkiem szybko nam to poszło. Na zewnątrz staliśmy 5 minut, cud że go utrzymałam, bo cały swój ciężar oparł na mnie.
- Dobra, to ja już go przejmę.- powiedział jego ojciec, za co mu podziękowałam.
- An-And-ddy..- wymamrotał Jake.- Przyjdziesz do mnie jutro?
- Tak, tak.- przytaknęłam i otworzyłam drzwi od samochodu.
- A dasz mi swój numer? Bo inaczej się nie skontaktujemy..- byłam pod wrażeniem, że w takim stanie potrafił mówić tak wyraźnie.
- Tak, za chwilkę.- odpowiedziałam. Na całe szczęście udało się dość szybko wsadzić go do auta.
- Jeśli chcesz, możemy podwieźć cię do domu.
- Um.. Tak właściwie to..- na końcu języka miałam, że przyszłam tu z Luke'em, ale w końcu się pokłóciliśmy, nie?- Chętnie, jeśli to nie problem.
- Żaden.- wsiadłam więc obok Jake'a, z tyłu.- Na jaką ulicę?- podałam mu nazwę. Okazało się, że mieszkają niedaleko. Pożegnałam się i weszłam do środka domu Seana. Myślałam, że śpią, a oni siedzieli w salonie i grali na playstation.
- Cześć wszystkim!
- No cześć, co tak szybko jesteście?- nie odrywali wzroku od ekranu telewizora.
- Poprawka, jestem.- spojrzeli na mnie ze współczuciem.
- Co zrobił?- zapytała Hannah.
- Jest idiotą.- wzruszyłam ramionami.- Ale nie zerwaliśmy, po prostu mnie wkurzył, więc wróciłam z nowo poznanym kolegą i jego tatą.- po tych słowach pociągnęli mnie na kanapę i poprosili, żebym wszystko im opowiedziała. Niechętnie zrobiłam to.
- Kurczę, taka trochę lipa.- skwitował Rodney.
- No...- ziewnęłam.
- Połóżmy się już spać.- zaproponowała Rookie.
- Dobry pomysł.- przytaknął Joey, dlatego też poszliśmy do pokoju Seana i przygotowaliśmy do snu. Po krótkim prysznicu ubrałam się w piżamę i rzuciłam na wielkie łóżko. Akurat teraz kolej spania na łóżku Seana wypadała oczywiście na właściciela, mnie oraz na Rookie. Wszyscy powiedzieliśmy sobie dobranoc i pogrążyliśmy się w głębokim śnie.


~*~
Zacznę od tego, że pod poprzednim rozdziałem był tylko 1 komentarz.. Był naprawdę aż taki zły? 
Mam nadzieję, że ten się bardziej spodoba. Prosiłabym o to, by każda osoba, która to przeczyta, skomentowała. Zależy mi na opinii, bo dzięki niej jestem w stanie dalej pisać i tworzyć. 
Następny rozdział pojawi się, gdy będę gotowa go opublikować.
Oczywiście pomocne w tym będą wasze komentarze :)

Teenage xx.

4.11.2015

003. Co do...?!

Myślałam, że gdy przyjdę nadal będę mało zauważalna. Niestety stało się inaczej.
- Gdzieś ty była?! Miało być 20 minut, a była prawie godzina!- moja mama panikowała. Miałam ochotę przewrócić oczami, ale ona tak bardzo tego nienawidziła, że wolałam nie prowokować jej do awantury na całe osiedle.
- Nig..
- Nawet nie mów, że nigdzie! Marsz do swojego pokoju! Masz szlaban na weekend!- krzyknęła. Zacisnęłam zęby i poszłam do swojego pokoju. Dopiero gdy się w nim znalazłam, wrzasnęłam w poduszkę.
Dlaczego ona musi być taka... Irytująca?! Nie to złe słowo, ale nie chcę się już bardziej denerwować. Moje gumy zostały gdzieś tam w sklepie (a to właśnie one pozwalały mi się uspokoić), nie wiem kim jest tajemniczy blondyn, a w dodatku z jutrzejszego spotkania z Luke'em nici!
Ugh... Ktoś zapukał do drzwi. Nie podnosiłam się, nie miałam ochoty.
- Andy, wiesz jaka...- tata chciał chyba załagodzić sytuację.
- Nawet nie zaczynaj jej bronić. Wiem jaka jest, ale to już przesada!- odwarknęłam.
- Nie warcz. Psem nie jesteś.- pouczył mnie.- Matka jest jaka jest, czepia się, ale ty też nie możesz wiecznie odpowiadać "Nic, nigdzie. nieważne".
- Widocznie jeśli tak odpowiadam, to nie mam wam nic do zakomunikowania. Gdybym miała,
to bym powiedziała. Spóźniłam się, wielkie halo. Ale gdy ona spóźnia się na coś, co jest dla mnie ważne, to co? Jedno wielkie gó..
- Ani waż się kończyć. Widzę, że nie rozumiesz, co mam ci do powiedzenia. W takim razie nie będę się wtrącał, radźcie sobie same.- zaczął się wycofywać. Zamknął drzwi.
- I bardzo dobrze!- krzyknęłam. Czemu oni aż tak działają mi na nerwy? Nie miałam siły pójść się umyć ani nawet wstać. Około 23 mój telefon zabrzęczał, informując o przychodzącej wiadomości. Próbowałam wymacać go w zasięgu mojej ręki, lecz niestety nie znalazłam go. Podniosłam się i rozejrzałam po pokoju. Chyba czas zapalić światło. Podeszłam do włącznika, a potem do biurka. Spojrzałam na ekran. 2 wiadomości.
Luke: Dobrej nocy :) x.
Uśmiechnęłam się i odpisałam mu.
Andy: Wzajemnie :* xx.
Druga wiadomość była od Seana.
Sean: Czee. Jtr, 15 u mn, brnc x.*
Zaśmiałam się na to, jak pisze.
Andy: Może by tak po polsku? x.
Sean: Przecież wiem, że to kochasz :) x.
Andy: Że niby ten bełkot? Haha, uśmiałam się. x.
Sean: Dobra, dobra. Jutro, nie zapomnij x.
Andy: Nie dam rady, mama ;x x.
Sean: Oh, God, nie możesz nic z tym zrobić? x.
Andy: Nope. Do poniedziałku! x.
Więcej sms-ów nie dostałam. Podłączyłam telefon do ładowarki, bo zostało mi 14 % baterii. Następnie zasłoniłam okna i zgarniając po drodze czystą bieliznę i piżamę skierowałam się do łazienki. Ciepła woda rozluźniała moje mięśnie, częściowo pomagając mi się uspokoić. To dobre uczucie, nawet bardzo. Odprężona otarłam swoje ciało z kropelek wody i osuszyłam włosy ręcznikiem. Przebrałam się w moje onesie, które było idealne do snu. Brudne ubrania upchałam
w koszu na pranie. Powłócząc nogami dotarłam na łóżko i po prostu rzuciłam się na nie. Zagrzebałam w pościeli i zapadłam w bardzo długi i głęboki sen. 
Obudziłam się cała obolała. Otworzyłam oczy i jęknęłam. Spadłam z łóżka? Auć.. Przetarłam oczy i ziewnęłam przeciągając się. Mój brzuch również się obudził i wyraził chęć jak najszybszego udania się do kuchni. Wstałam powoli, rozmasowując kark i rozciągając się. Zerknęłam na zegarek, wskazywał 9.15. Tak wcześnie? Myślałam, że spałam długo. Zresztą, jestem wypoczęta, trochę obolała, ale wypoczęta. Poszłam do łazienki i przeraziłam się patrząc w lustro. Na głowie miałam burzę loków, a raczej jedną wielką szopę. Nie zdarzało się to często, ale jeśli już, to przynajmniej godzinę musiałam je doprowadzać do początku. Byłam na to zbyt głodna, więc tylko trochę je uczesałam i związałam w koka. Trzymał się i tylko to się liczyło. W piżamie zeszłam do kuchni i przygotowałam sobie miskę płatków czekoladowych z mlekiem. Usiadłam przy stole i po raz kolejny samotnie skonsumowałam śniadanie. Z lekkim westchnieniem wsadziłam brudne naczynia do zmywarki i nastawiłam, aby się umyły. Potem poszłam walczyć z tą szopą na mojej głowie. W łazience rozpuściłam włosy i intensywnie zaczęłam szczotkować je. Po 15 minutach było znośne, więc umyłam zęby i opłukałam twarz. Z pełnym żołądkiem mogę teraz skupić się na innych rzeczach. Wybrałam sobie ubrania po domu, czyli czarne legginsy, jakiś biały T-Shirt i szara bluza. Założyłam również białe skarpetki i wróciłam do łazienki. Włosy związałam w kucyka, wcześniej znowu je szczotkując. Wyglądały coraz normalniej. 
Rozłożyłam się na kanapie, w salonie z paczką ulubionych żelków, piciem i chrupkami. Chipsów nie lubię, są nie zdrowe, a ja (nie licząc wyjątków, jak dziś) dobrze się odżywiam. Włączyłam sobie film, który wczoraj oglądali moi rodzice, Luke i Alec. Nie byłam zainteresowana głównie z powodu obecności matki i ojca. Teraz jednak z chęcią go zobaczę.
Dzwonek do drzwi zadzwonił, gdy napisy końcowe zaczęły lecieć. Wstałam i otworzyłam.
- Sean? Co ty tu robisz?- zapytałam nieco zdziwiona.
- Ratuję przed samotnością.- naprężył biceps niby bohater. Przewróciłam oczami jednocześnie śmiejąc się.
- Ale mam szlaban. Wolę nie zadzierać z moją matką. Od początku roku pokazuje pazurki, nie chcę żeby zagłębiła je w mojej szyi.- wzdrygnęłam się.
- Spoko loko, wszystko załatwione. Dzięki mnie masz pozwolenie na wyjście.- uśmiechnęłam się szeroko i uściskałam serdecznie przyjaciela.
- Jesteś najlepszy!- pocałowałam jego policzek i wpuściłam do środka.
- Wiem, wiem.- wyszczerzył się i poszedł razem ze mną do pokoju. Zaczęłam szukać czegoś odpowiedniego. W końcu o 19 mam się spotkać z Luke'em! A jest już.. O mój Boże, 14.30?
- Czy ty wiesz, co robisz?- zachichotał Sean.
- Myślę, że tak?- przyłożyłam do ciała kilka rzeczy.
- Ja myślę, że nie.- zabrał mi z rąk rzeczy i pociągnął na łóżko. Usiadłam na nim posłusznie, a on stanął przede mną.- Co ty dziewczyno wyprawiasz?!
- Ja? No szykuję się..
- Na co? Kurde idziesz do mnie na pizze albo żeby po prostu po korzystać ze słońca! A nie na wybieg!- powiedział. Wymamrotałam coś pod nosem. Liczyłam na to, że nie usłyszy. Przeliczyłam się. Zaczął intensywnie rozmyślać. Nagle spojrzał na mnie z błyskiem w oczach.
- O co chodzi?- zapytałam lekko przestraszona.
- Spotykacie się? Prawda? No powiedz mi proooszę!!- przysięgam, on czasami jest bardziej babski od.. Ode mnie!
- Okej..- westchnęłam.- Co chcesz wiedzieć?
- Wszystko!- spojrzałam na niego z rozbawieniem.- Dobra, Jezu żartowałem.
- Tak, jasne, oczywiście.- patrzył na mnie błagalnie, aż wybuchnęłam śmiechem.
- Dobra, poddaję się! Ale powiedz mi, proooszę.
- Okej. To jestem z Luke'em.- powiedziałam i spojrzałam na swoją rękę. Pierścionek nadal na nim widniał. Nie zdjęłam go? Cholera.
- I.. To wszystko?- spojrzał na mnie podejrzliwie.
- No.. Dzisiaj o 19 miałam z nim gdzieś iść..
- W takim razie nocujesz u mnie.- mrugnął.
- Chcesz mi pomóc?- patrzył na mnie zdezorientowany.- Mój dobry Boże! Już myślałam, że zawsze będziesz stał po stronie moich rodziców!
- O nie, nie, nie. Ja nigdy nie stałem po stronie twoich rodziców. Po prostu robiłem i mówiłem ci to, co uważałem za słuszne.
- Nazywaj sobie to jak chcesz, ale zauważ, że nigdy nie przyznałeś mi racji. Nigdy.
- Dobra, bo zaraz się pokłócimy o jakąś byle pierdołę.
- Moim zdaniem to nie jest byle pierdoła. Jednak masz rację. Nie chcę się kłócić.- uśmiechnęliśmy się do siebie, po czym powróciliśmy do wyboru ubrań. Spakowałam do plecaka to, co chciałam założyć na spotkanie z Hemmo. W końcu nie wiem, czy to randka, czy co. Na siebie założyłam zwykłe czarne rurki, szary crop top i swoje converse. Nieco poniszczone, ale mam je dość długo i naprawdę dobrze się w nich czuję. Wzięłam również słuchawki, ładowarkę, piżamę, kosmetyczkę z wszystkimi potrzebnymi rzeczami oraz komplet ubrań na jutro. Na koniec pomalowałam się jeszcze delikatnie.
- Możemy iść?- zapytał mnie Sean, gdy zakładałam plecak na plecy.
- Jasne. Tylko musisz pogadać z moimi rodzicami.- przypomniałam mu.
- Nie ma sprawy.- powiedział z uśmiechem. Poszliśmy na dół, gdzie z kuchni wzięłam jabłko. Potem wyszliśmy z domu, a ja zakluczyłam drzwi.
- Idziemy, czy jedziemy?- zapytałam.
- Biorąc pod uwagę to, że jest bardzo ciepło, nie wziąłem samochodu a po za tym mieszkam 2 ulice stąd chyba możemy się przejść.
- Okej.- ucieszyłam się. Uwielbiałam spacery. Szczególnie w takie piękne dni.
Chwilę później wchodziliśmy już do domu mojego przyjaciela. Brunet wziął mój plecak i zaniósł do swojego pokoju. Gdy wrócił, rozsiedliśmy się w salonie.
- Reszta przyjdzie za jakieś 20 minut.- poinformował mnie. Przytaknęłam i wyciągnęłam swój telefon i zobaczyłam jedną nową wiadomość. Otworzyłam ją.
Alec: Gdzie jesteś? ;) x.
Andy: U Seana, a czego chcesz? xx.
Alec: Nie mam swoich kluczy, więc bądź tak miła i przyjdź otwórz mi drzwi ;) x.
Andy: Żartujesz sobie? Rusz dupsko i po nie przyjdź.
Alec: To może chociaż spotkamy się w połowie drogi?
Andy: Niech ci będzie. Zaraz wychodzę. x.
Sean widział moją wymianę sms-ów z bratem. Zaśmiał się tylko.
- O co ci chodzi?
- Wiesz, że on i tak będzie czekał pod domem?- patrzył na mnie pobłażliwie.
- Powiedział, że spotkamy się w połowie drogi.- wzruszyłam ramionami.
- Jakaś ty naiwna.. Dobra idź już, idź.- popędził mnie. Wstałam i szybkim krokiem opuściłam dom brązowookiego. Szłam powoli wpatrując się w chodnik. Nagle ktoś prawie wjechał we mnie deskorolką, przy okazji wytrącając mi klucze. Ta osoba zatrzymała się i podeszła do mnie. Podniosłam przedmiot i odwróciłam się do tego "ktosia".
- Mógłbyś uważać?- zmrużyłam oczy, bo.. to ten sam koleś, z którym zderzyłam się w sklepie!
- Mógłbym powiedzieć to samo o tobie.- odpowiedział. Staliśmy tak wpatrując się w siebie.
- Ale to ty mnie potrąciłeś. I to dwa razy.- udało mi się wreszcie powiedzieć.
- Ja cię potrąciłem?- spojrzał na mnie z niedowierzaniem pomieszanym z rozbawieniem.
- Nie, twoja babcia.- przewróciłam oczami.- A co, może to moja wina?
- Ehm.. TAK.- wzniosłam oczy ku niebu i odwróciłam się. Zrobiłam kilka kroków, ale ten irytujący chłopak zawołał mnie.
- Co, przeprosin oczekujesz?- zakpiłam.
- Tak.- wyprostował się, podnosząc deskę nogą.
- Słuchaj, rozpieszczony dupku.- podeszłam do niego już trochę zdenerwowana.- Po pierwsze to TY powinieneś mnie przeprosić, bo najpierw wytrąciłeś mi gumy, a teraz klucze. A po drugie..- spojrzałam w jego oczy. Niby był rozbawiony tą sytuacją, ale te oczy były dziwnie.. smutne. Chyba zauważył, że mu się przyglądam, bo się lekko speszył. Zresztą ja też.
- Um.. Ja..- zaczął.
- Ja muszę już iść, pa.- pożegnałam się i pobiegłam do swojego domu. Mojego brata nigdzie nie było, więc usiadłam na schodkach i czekałam.
W końcu mój łaskawy brat raczył przyjść.. Ze swoimi kumplami i piwem!
- O! Andy!- przywitał mnie Jason. Posłałam mu uśmiech.
- To ostatni raz, kiedy robię cokolwiek dla ciebie.- warknęłam do Aleca i otworzyłam drzwi, po czym również biegiem wróciłam do domu Seana. Lekko zziajana weszłam na werandę i zadzwoniłam dzwonkiem.
- Jezu, co tak długo?- w progu pojawił się brunet i wpuścił mnie.
- Mój brat i jakiś debil na deskorolce.- odparłam.
- Wyluzuj..- poklepał mnie po plecach i poszliśmy do salonu, gdzie nasza paczka śmiała się w najlepsze. W jej skład wchodzili: Hannah, jej chłopak Justin, Joey, Rodney oraz jego siostra Rookie.
Do 18.30 bawiliśmy się świetnie, grając na playstation, ganiając się jak dzieci w ogrodzie czy w końcu leżąc na kocu bądź na trawie i po prostu gadając.
- Dobra.. Ja już się będę zbierać.- wymieniliśmy z Seanem porozumiewawcze spojrzenia.
- Czemu? Wczesna godzina..- zerknął na zegarek Rodney.
- Wiem.. Po prostu mam.. plany.
- Jesteśmy paczką?- pokiwałam głową na tak.- W takim razie gadaj!
- Ugh.. I tak byście się dowiedzieli, więc.. Spotykam się z Luke'em i on o 19 gdzieś mnie zabiera..
- Dziewczyno żartujesz sobie?! Masz 25 minut, nie zdążysz!- powiedziała Rookie.
- Chodź, ja i Ro zrobimy cię na bóstwo!- Han pociągnęła mnie za rękę, prowadząc do pokoju Seana.
- Powiedział, gdzie idziecie?- zapytała Rookie.
- No tak właściwie to nie..- spojrzałam na telefon. Wiadomość sprzed 2 godzin! Jak ja mogłam jej nie zauważyć?
Luke: Pójdziemy na imprezę, więc no wiesz :) x.
Andy: Jasne :) Wpadniesz po mnie do Seana? xx.
Odpowiedź dostałam po 10 minutach, gdy już byłam prawie pomalowana.
Luke: Nie ma problemu :* x.
Uśmiechnęłam się do ekranu i dokończyłam malować kreski. Potem rozczesałam i wyprostowałam włosy. Na końcu ubrałam się w ubrania, które przygotowałam przed przyjściem tu.
- Okej chłopaki, możecie wejść!- weszli i zabili brawo, Sean otarł niewidzialną łzę.
- Moja mała...- przytulił mnie, a ja zaśmiałam się. Tworzyliśmy jedną, wielką rodzinę. W lato zawsze spotykaliśmy się rodzinami na wspólnych ogniskach, grillach i takich podobnych. Oczywiście moi rodzice pojawiali się bardzo rzadko, przez swoją pracę.
Dzwonek do drzwi zadzwonił, a oni wszyscy popędzili na dół. Stali w korytarzu, ekscytując się tym wszystkim i w ogóle.
- Moglibyście sobie tak jakby pójść?
- Nie wracaj wcześniej niż po północy!- pogroził mi palcem Rodney.
- Nie pij dużo.- dodał Justin.
- I baw się dobrze!- krzyknęły dziewczyny.
- Dobra, dobra.- popędziłam ich i otworzyłam drzwi. Wyłonił się zza nich Luke.. No cóż wyglądał dobrze, nawet bardzo. W rękach trzymał deskorolkę, a na nosie miał okulary przeciwsłoneczne.
- Hej.- przywitał się całując mój policzek. Chwycił moją dłoń i poprowadził.
- Cześć.- powiedziałam w końcu. Spojrzał na mnie i uśmiechnął się.
- Dobrze wyglądasz.
- Ty też niczego sobie.- odpowiedziałam.


Przeszliśmy 3 przecznice i dotarliśmy do dużego, naprawdę dużego domu, z którego wydobywała się głośna muzyka. Weszliśmy do środka i poszliśmy do salonu. Przeciskaliśmy się pomiędzy ciałami, aż znaleźliśmy się przy gospodarzu. Odwrócił się do nas przodem, a ja zamarłam.
- Co do...

~*~ 
Rozdział 3! 
Jak się podoba? Jest chyba dłuższy niż poprzedni, ale nadal za krótki ;x Co myślicie o Andy i tajemniczym ktosiu? :) A Luke? Co z nim?
Chciałam podziękować za komentarze pod poprzednim rozdziałem. Nie chcę nikogo wyszczególniać, bo każdy komentarz motywuje ;)
Jeśli gdzieś pojawił się błąd, to proszę o SPOKOJNĄ informację w komentarzu, bo mogłam coś przeoczyć. Zakładka "Bohaterowie" jest już w połowie gotowa! Pewnie dokończę ją dzisiaj w nocy, jak resztę rzeczy, które chcę przygotować.
Bardzo proszę o wyrażenie opinii na temat tego rozdziału :)
Wyznaję zasadę: Czytasz = Komentujesz

Następny rozdział pojawi się, gdy będę gotowa go opublikować.
Oczywiście pomocne w tym będą wasze komentarze :)
Teenage xx.


4.04.2015

002. Do zobaczenia wkrótce..

Pierwszy tydzień szkoły minął mi jak każdy pierwszy tydzień. Mimo, że byliśmy już w ostatniej klasie, nadal powtarzano nam to samo, co zawsze powtarza się na początku. Kontrakty, systemy oceniania i inne mało interesujące mnie rzeczy. W końcu powtarzali je co roku, więc znałam je już na pamięć. Dlatego też gdy nadejść miał drugi tydzień, ucieszyłam się. Znowu rozpocznie się ten przyjemny gwar, natłok obowiązków i nauki.. Zaraz, zaraz przyjemny? W sumie nie miałam nic przeciwko uczeniu się, ale z tym "przyjemnym" to chyba nieco przesadziłam. Nie chyba, tylko na pewno przesadziłam. Z westchnieniem podążyłam za tłumem ludzi, wychodzących z placówki. Nigdzie nie mogłam wypatrzeć moich przyjaciół, więc powoli szłam, starając się nie potknąć, bo nasz kochany dyrektor wolał zainwestować w kolejne boisko do piłki nożnej, niż nowy chodnik i podjazd przed szkołą. Na szczęście nikt za mną ani przede mną się nie przewrócił, dzięki czemu ja również utrzymałam się w pionie. Nagle ktoś zawołał moje imię, więc wytężyłam wzrok w celu zlokalizowania tej osoby.
- Andy!- uśmiechnięty od ucha, do ucha Luke, szedł w moją stronę, z rękami schowanymi za sobą. Miał coś dla mnie. A prosiłam, aby nie robił mi takich numerów!
- Cześć Luke.- dołączył do mnie i dostosował długość swoich kroków do mojego tempa.
- Mam coś dla cieb..
- A o co cię prosiłam? Dzięki, że bierzesz pod uwagę moje zdanie.- przewrócił oczami i wyciągnął zza pleców pudełeczko obite aksamitem.
- Na pewno ci się spodoba.- mrugnął. Teraz to ja przewróciłam oczami, ale sięgnęłam po pudełeczko. Delikatnie uchyliłam wieczko i zamrugałam. Nie wierzę, po prostu nie.
- Um.. To.. To jest..- nie wiedziałam co powiedzieć.- To jest piękne, dziękuję.- wyszeptałam i ucałowałam jego policzek. 
- Nie ma za co, kochanie.- zachichotał, bo wiedział, że nie lubiłam tego określenia. Było takie.. Dziwne, bo przecież nie byliśmy razem, bynajmniej nie do końca. Ponownie skupiłam się na podarunku. Były to dwa śliczne naszyjniki. Jeden to jakby połowa skrzydła, a drugi przedstawiał serduszko z kluczykiem.



Zamknęłam pudełeczko i schowałam je do swojego plecaka.
- Naprawdę dziękuję. Zastanawia mnie jednak to skrzydło..
- Drugie mam ja.- pokazał mi drugie pudełeczko, gdzie był drugi wisiorek. Ten wyglądał jednak na na bardziej "chłopięcy". 
- Idziemy do mnie?- zapytałam, gdy już schował naszyjnik.
- Tak. A przy okazji naprawdę dobrze wyglądasz.- uśmiechnął się do mnie, co odwzajemniłam. Następnie poszliśmy do jego samochodu. Na przedmieścia dojechaliśmy w 20 minut. Biorąc pod uwagę to, że mi zajmuje to 30 minut, naprawdę szybko dotarliśmy na miejsce. Luke wysiadł, obszedł samochód i otworzył mi drzwi. Złapałam plecak i wyszłam, dziękując mu uśmiechem. Ruszyliśmy do drzwi. Moich rodziców niby miało nie być do 19.30. Była 15.35 a oni krzątali się po kuchni.
- Co wy tu robicie?!- zapytałam zdziwiona.
- Postanowiliśmy przygotować rodzinny obiad.- mama uśmiechnęła się do mnie, co krzywo odwzajemniłam.
- Dzień Dobry.- odezwał się Luke zza moich pleców.
- Dzień dobry.- odpowiedzieli moi rodzice. Hemmings wydawał się zdezorientowany, bo wszyscy rodzice zazwyczaj wypytują chłopaków przychodzących do ich córek jak się nazywają i w ogóle.. No cóż, nigdy nie twierdziłam że są normalni. Przewróciłam oczami i poszłam do swojego pokoju. Blondyn szedł za mną. 
- A więc to jest Twój pokój, tak?- zapytał mnie, podchodząc i siadając na łóżku.
- Tak. Przepraszam, myślałam, że nie będzie ich w domu. Nigdy nie robili takich obiadów, bynajmniej w ostatnim czasie niczego takiego nie było.
- Jasna sprawa. Po za tym to nawet dobrze się składa.
- Co wymyśliłeś?- spojrzałam na niego podejrzliwie.
- Zobaczysz.- uśmiechnął się przebiegle. 
- No dobra, może zacznijmy robić lekcje. Nie spodziewałam się, że pani od matematyki zada nam tyle i to w pierwszym tygodniu.
- Jest piątek, wyluzuj.- przewrócił oczami.
- Wolę zrobić to teraz i mieć spokój na weekend.- wzruszyłam ramionami i podeszłam do biurka. Z torby wyciągnęłam książki i odnalazłam te od konkretnego przedmiotu. Ze strony 5 miałam 4 zadania a z kolejnej jeszcze 3. Zabrałam się za rozwiązywanie. Liczenie szło mi gładko.
- Może masz racje..- powiedział po jakimś czasie i podszedł do mnie. Dostawił sobie krzesełko i uśmiechnięci razem dokończyliśmy pozostałe. 
- Co ty w ogóle robisz?- zaśmiałam się widząc jak Luke stoi po środku mojego pokoju i ustawia sobie ołówek na nosie.
- Nie wiem.- wzruszył ramionami, przez co przedmiot mu upadł. Chciałam mu go podać, a on chciał go podnieść, przez co nasze ręce dotknęły się. Spojrzeliśmy na siebie w tym samym momencie. 
- Um.. Proszę.- wzięłam przedmiot i podałam mu go.
- Dzięki.- wrócił na krzesło i tak skończyliśmy siedząc przy zawalonym książkami biurku, wpatrując się w siebie.
- An! Obiad!- usłyszałam mojego tatę.
- Już idzieMY!- podkreśliłam końcówkę tego ostatniego wyrazu. Wstałam i szybkim krokiem dotarłam do drzwi.- Idziesz?
- T-tak.- otrząsnął się jakby z transu. Uniosłam jedną brew, ale nie odezwałam się. Razem zeszliśmy do jadalni. Zajęłam miejsce obok mamy, a Hemmo zajął miejsce po mojej lewej.
- A gdzie jest Al?- mój brat się nie pojawił, co mnie zdziwiło.
- Powiedział, że będzie za dwie minuty, więc poczekamy ale już przy stol..-  mój tata nie zdążył dokończyć bo Alec wszedł właśnie do domu.
- RĘCE MYJ I DO STOŁU, W TRYBIE NATYCHMIASTOWYM!- krzyknęła moja mama i jak gdyby nigdy nic uśmiechnęła się do Luke'a.- A więc jesteś przyjacielem mojej córki?
- Tak. Na razie.
- Oh, to znaczy, że..- zaczął mój tato, ale nie skończył, bo oczywiście mój brat musiał uwagę wszystkich skupić na sobie.
- Jestem! Coś przegapiłem? 
- Prawie!- moja matka uradowana znowu skupiła się na mnie i blondynie siedzącym obok.
- A więc Andy..- odchrząknął, wstał i uklęknął.- Czy uczynisz mnie najszczęśliwszym chłopakiem na świecie i zostaniesz moją dziewczyną?- z kieszeni bluzy wyjął kolejne małe pudełeczko. Popatrzyłam na niego zdezorientowana.
- Um.. Tak, jasne.- uśmiechnęłam się i przyjęłam prezencik. Kolejny. Uchyliłam wieczko, a tam był mały pierścioneczek z wygrawerowanym "L&A". Takie to oryginalne..
- Podoba ci się?- zapytał niepewnie.
- Myślę, że tak.- wyjęłam go delikatnie, a niebieskooki założył go mi na palec. Dokładnie to środkowy na lewej ręce. To tak, jakby mi się oświadczał.. No nic. Pudełeczko położyłam obok szklanki.- Nie chciałabym wam przeszkadzać w zachwycaniu się tym wspaniałym prezentem, ale czy moglibyśmy zacząć już jeść?
- Taak, jasne.- moja mama otrząsnęła się i zaczęła nakładać każdemu tego, czego sobie życzył. Po posiłku, przy którym na początku musieliśmy rozmawiać o pierścionku oraz naszym nowo powstałym związku (potem na szczęście mój brat zaczął mówić o rozpoczynającym się sezonie czegoś tam), poprosiłam mojego chłopaka na rozmowę.
- Co to kurczę miało być?! Rozmawialiśmy o podarkach wiele, naprawdę wiele razy, a oprócz tego na cholerę cała ta szopka?- zmarszczył brwi i wyraźnie zmarkotniał.
- Pomyślałem, że pierścionek ci się spodoba, a skoro przydarzyła się okazja, by poznać twoich rodziców, postanowiłem również, że czas, abyśmy wiesz zaczęli być parą i takie tam.- potarł ręką kark.- A tak po za tym, czytałem że dziewczyny lubią takie rzeczy.- dodał o wiele ciszej.
- Głuptasie.. Nie musiałeś być aż tak wspaniały. Dla mnie nie liczą się prezenty. Moi rodzice i tak na każdym kroku muszą pokazywać, że im się powodzi, więc.. no po prostu mam dość przepychu.
- Rozumiem.. Może wracajmy?- pokiwałam głową, a on splótł nasze palce. Myślałam, że nadal będą w jadalni, ale oni przenieśli się do salonu. Zajęliśmy miejsce obok Aleca.
- Co zamierzacie robić?- spytałam z lekkim strachem. Annie i Bob byli nieobliczalni.
- Nic konkretnego, kochanie.- uśmiechnęła się do mnie uspokajająco. Nie kupiłam tego.
- Ale tak właściwie..- oho, zaczyna się.-.. może zrobimy coś rodzinnego? Nie wiem, zagrajmy w coś na konsoli, czy coś w tym stylu.
- Świetny pomysł!- przytaknęła moja mama. Spojrzałam na mojego brata. Puścił mi oczko i odwrócił się do rodziców.
- Ja również jestem za!- nienawidzę go, ugh,.. Jak czasami bardzo go lubiłam, tak samo często nienawidziłam.
- A może..- zaczął Luke, ale szturchnęłam go.
- Nawet nie próbuj. Wpakowałeś się w niezłe bagno. Nie odpuszczą.- syknęłam.
- A więc?- mój tata wydawał się rozbawiony całą ta sytuacją. Mi do śmiechu nie było.
- Bez względu na moje zdanie i tak to zrobic..- nawet nie dali mi dokończyć zdania!
- Super! W takim razie Al, bądź tak miły wybierz coś.- moja mama usiadła bliżej nas, ciągnąc ojca za sobą.
- A może oglądniemy film?-zaproponował cicho blondyn.
- Wspaniały pomysł Luke! W takim razie Alec! Film.- czemu moja rodzicielka klaszcze w dłonie? O mój Boże.
Oczywiście mój brat, nie byłby moim bratem, gdyby nie wybrał czegoś, na co akurat nie miałam ochoty. Wybrał "Szybcy i Wściekli 7". Dlaczego gdy potrzebuję, by zachowywali się jak normalna rodzina, to albo ich nie ma, albo się kłócą, a jak chcę żeby po prostu zniknęli to nagle zbiera im się na takie coś?! Za jakie grzechy? Na moje nieszczęście film trwał chyba nieskończoność. Cud, że się skończył. Nie to, że jestem dziewczynką, która lubi tylko tandetne seriale. Nie. Całkiem lubiłam horrory, filmy sensacyjne, przygodowe itp. Rzecz w tym, że dzisiaj chciałam być SAMA. Znaczy z Hemmingsem, ale sami, we dwoje, ewentualnie z moim bratem, bez moich rodziców.
- Ja już się będę zbierał..- Luke podniósł się z kanapy.- Miło było państwa poznać.
- Ciebie też, słonko.- i tyle. Czy oni są nienormalni? No dobra, nieważne, nie wnikam. Również wstałam.
- Odprowadzę go kawałek, czy coś. Wrócę za 20 minut.- rzuciłam wychodząc z salonu. Ci nawet nie przytaknęli. Najpierw poszliśmy do mojego pokoju, aby mógł zabrać swój plecak. Jednak musieliśmy wcześniej jego książki wyplątać z moich. Potem zeszliśmy na dół, do przedsionka. Ubraliśmy buty i kurtki. Zgarnęłam klucze i telefon, po czym wyszłam, zamykając drzwi na klucz. Szliśmy w ciszy, co chwilę się o siebie obijając. Przeszłam z nim dwie przecznice, dalej już się bałam, bo powoli zaczęło się ściemniać.
- No to.. Dziękuję, kochanie. Bawiłem się świetnie.- zachichotał.
- Tak, tak oczywiście. Pa.- ucałowałam jego policzek i odwróciłam się, aby odejść.
- Wpadnę po ciebie jutro o 19.
- Ok, pa.- posłałam mu jeszcze buziaka w powietrzu, co złapał i połknął. Uniosłam brew w zdziwieniu.
- Żeby mi nie uciekł.- mrugnął i poszedł w swoją stronę. Ja ruszyłam w swoją. Przypomniało mi się, że skończyły się moje ulubione gumy do żucia. Dlatego też po sprawdzeniu, czy w kieszeni spodni na pewno jest wystarczająca ilość pieniędzy, zaszłam do sklepu, mieszczącego się kilka minut drogi stąd. Weszłam do środka i od razu wybrałam moje ulubione WinterFresh. Chciałam iść do kasy, ale się z kimś zderzyłam.
- Jak idziesz..?- zamarłam w pół słowa. Przede mną stał blond włosy chłopak, z jeszcze bardziej niebieskimi oczami niż Luke'a. Miał na sobie jeansy, biały T-Shirt i białe supry. Wyglądał.. No cóż, jakby właśnie urwał się z wybiegu.
- Ja..- też miał złośliwą uwagę na końcu języka. Jednak jej nie wypowiedział.- Chciałem właśnie o to samo zapytać.- powiedział tylko, podniósł z podłogi paczkę papierosów i wyszedł ze sklepu. Zapomniałam o swoich gumach i po prostu wybiegłam za chłopakiem. Chyba mnie usłyszał, bo się odwrócił.
- Stało się coś?- zapytał. Podeszłam bliżej. Miałam ochotę wypytać go jak ma na imię, ile ma lat i czy chodzi do naszego liceum. Zamiast tego odparłam tylko:
- Zapomniałeś czegoś.- podałam mu identyczne gumy co moje.
- Um.. Dzięki.- lekko zawiedziony wziął ode mnie przedmiot. 
- Nie ma za co.- odwróciłam się i chciałam odejść, ale coś kazało mi jednak spojrzeć w jego kierunku jeszcze raz. Uśmiechnął się widząc to.
- Do zobaczenia wkrótce..


~*~
No to rozdział drugi już za nami :) Trochę krótki wyszedł, ale postaram się pisać jeszcze dłuższe.
Jest już zakładka "Okolica". Co do bohaterów, to nie wiem, chcecie? Bo tak właściwie, to nie spotkałam jeszcze bloga bez takiej zakładki. Opisy kim są i co robią, będą na pewno, ale nie jestem przekonana do zdjęć. 
No nic, mam nadzieję, że wam się podoba, liczę na komentarze :)
Aha! Postanowiłam również zrobić zakładkę "Organizacja" gdzie będzie wszystko to, co powinno się znaleźć na samym początku. To już chyba wszystko, naprawdę mam nadzieję, że każdy, kto przeczytał skomentuje, bo pod rozdziałem 1 było dużo wyświetleń, aż mnie to zdziwiło. 
Jeśli o czymś zapomniałam, to najwyżej dodam to w notce na drugim blogu, na którym piszę: http://one-direction-imaginy-naat-i-snickers.blogspot.com/
Liczę na waszą aktywność na obu blogach!
Następny rozdział pojawi się, gdy będę gotowa to opublikować.
Oczywiście pomocne w tym będą wasze komentarze :)

Teenage xx.

3.23.2015

001. Czy ty mnie lubisz?

- Jest tu kto?- krzyknęłam wchodząc do domu. Odpowiedziała mi głucha cisza, więc z uśmiechem na ustach tanecznym krokiem pobiegłam do swojej sypialni. Przebrałam się w miętowe rurki i białą bluzę. Czarną, obcisłą, elegancką sukienkę, biały żakiet i znienawidzone czarne szpilki odłożyłam do łazienki, koło kosza na pranie. Brr.. Naprawdę nie lubię tego typu butów. Założyłam szybko białe adidasy i z telefonem oraz portfelem skierowałam się do kuchni. Napiłam się wody cytrynowej i poszłam do salonu. Nie wiedziałam, gdzie aktualnie podziewają się moi przyjaciele, więc zdecydowałam się po prostu pójść gdziekolwiek.


Krążyłam po pokoju nie wiedząc co robić. W końcu zrezygnowana opadłam na sofę. Ledwo mój tyłek dotknął kanapy, a dzwonek do drzwi zaczął dzwonić. Przewróciłam oczami, wstałam i otworzyłam. Moim oczom ukazał się mój przyjaciel, Sean.
- Cześć.- uśmiechnął się i przejechał ręką po włosach.
- Hej, wejdziesz, czy..
- Ta druga opcja.- zachichotałam na jego odpowiedź. Z komody obok drzwi zgarnęłam klucze i zamknęłam dom. Następnie poszłam za moim przyjacielem.
- Więęc..- przeciągnęłam.- Co będziemy robić?
- Może.. Chodźmy do parku? Z tego co pół szkoły pisało, jest jakiś powitalny festyn, zorganizowany przez rodzica, jakiegoś nowego.- wzruszył ramionami. Nowy? Czemu nikt mi nic nie powiedział? Ah.. No tak, przecież sobie poszłam. Strzeliłam sobie mentalnego facepalma i podążyłam za brunetem. Ciekawiła mnie ta nowa osoba, nawet bardzo.
- Wiesz coś o nim?- zapytałam niby obojętnie. Sean zmierzył mnie wzrokiem, po czym wybuchnął śmiechem.
- No więc nie wiem, jak się nazywa, bo Paul był baardzo oszczędny w słowach. Ale z tego co słyszałem jest blondynem, jakieś 1.80 m wzrostu.. Jego rodzice są obrzydliwie bogaci, zresztą jak większości osób tutaj.- przewróciłam oczami, ale zgadzałam się z nim. W Dublinie większość rodzin była zamożna, bynajmniej tylko takie informacje do mnie docierały.- Oprócz tego ma brata, który jest starszy.. Ah no i jest w naszym wieku.
- No to naprawdę dużo się dowiedziałam.- mruknęłam sarkastycznie, a on szturchnął mnie łokciem w żebra, na co posłałam mu uśmiech.
- James będzie wiedział więcej.- zachichotał, a ja zawtórowałam mu.
- Nasz plotkarz? Proszę cię, on będzie wiedział wszystko.
- Dobra skończmy już, czuję się jakbym był babą.- jęknął. 
- Przesadzasz.. Ale dziękuję.- znowu mnie szturchnął, a ja znowu się do niego uśmiechnęłam. Sean był naprawdę dobrym przyjacielem. Mogłam mu ufać, zawsze mnie wspierał w trudnych chwilach, rozśmieszał do łez.. A oprócz tego czasem dawał się wykorzystywać..
- Seeaann.- przeciągnęłam. Spojrzał na mnie z ukosa.
- Czeeegoo chceesz..- odpowiedział.
- Noogi mnie booląąą...- zaśmialiśmy się. Co z tego, że jesteśmy w ostatniej klasie liceum.
- Wskakuj.- pochylił się, by moja 165 centymetrowa osoba mogła usadowić się na jego plecach. Wtuliłam się w niego, a on z szerokim uśmiechem skierował się do owego parku. Gdy dotarliśmy stanęłam na własnych nogach i przytuliłam go.
- Dziękuję.
- Ależ nie ma za co.- ukłonił się teatralnie, po czym wybuchnął śmiechem. Dołączyłam do niego. Potem rozejrzeliśmy się, ale nigdzie nikogo nie było.
- To duży park.- zauważyłam.- Pewnie są po drugiej stronie, przy jeziorze.
- Więc chodźmy tam.- pociągnął mnie za rękę. Szybkim krokiem dotarliśmy do jeziorka i rzeczywiście, to tutaj odbywała się "impreza". Niestety nie dostrzegłam reszty naszej paczki, więc musiałam zadowolić się obecnością brązowookiego bruneta i jakieś dziewczyny, której imienia za Chiny nie potrafię sobie przypomnieć. Rozglądałam się więc za resztą, jednocześnie zawzięcie szukając na internecie jakichkolwiek informacji o naszym nowym uczniu. Nic nie znalazłam.
- HEJ ELIZABETH!- usłyszałam swojego brata. Nie, tylko nie on i moje drugie imię. Zignorowałam go i kontynuowałam rozmowę z.. kurczę, nadal nie pamię.. Emily! No tak.- Elizabeth, czemu nie odpowiadasz?- zaśmiał się, przejeżdżając ręką po swoich blond włosach, uśmiechając się do mnie.
- Ile razy mam ci powtarzać, że jestem ANDY?!- warknęłam.
- Anderson masz na nazwisko, owszem, a ksywka się nie liczy.- wystawił mi język.
- Nawet w dzienniku mam Andy.- odwzajemniłam gest. On tylko zaśmiał się i mnie przytulił od tyłu.
- Spokojnie, siostrzyczko. Nie złość się już na mnie.- spojrzałam na niego i nie mogłam się już gniewać. Odwzajemniłam uścisk, a potem odepchnęłam, przez co prawie się przewrócił.- Ej! A to za co?
- Za robienie mi wstydu przy znajomych.- powiedziałam, a on poczochrał moje włosy i odszedł do swoich kumpli. Przywitałam się z Jasonem i Alanem skinięciem głowy i "powróciłam" do rozmowy z Seanem i Em. 
- Ten nowy, co nie? Podobno wyleciał z poprzedniej szkoły, bo go przyłapali na braniu narkotyków w toalecie.- wyszeptała zielonooka, a ja strzeliłam spojrzenie typu "co do k*rwy?!"
- Żartujesz sobie ze mnie?- zapytałam.
- Nie. Ale nie wiem też czy to prawda. Taka plotka, bo nikt nic o nim nie wie. Zresztą nie dziwię się, przecież jest pierwszy dzień szkoły, nawet nie, a on mieszka w Dublinie od 2 tygodni.
- No to nieźle. A wiesz może skąd przyjechał?
- To znaczy.. Z tego co mówili, to jak był mały, to mieszkał w Mullingar, a potem jego rodzice się rozwiedli i zamieszkał z tatą w Londynie, czy gdzieś tam.- wzruszyła ramionami.
- A jego mama?- dopytywałam.
- O niej też nie wiadomo zbyt dużo. Jedni mówią, że zmarła na raka, inni że żyje i nadal mieszka w Mullingar.. Ciężko jednoznacznie stwierdzić, kto mówi prawdę, bo tak naprawdę nikt nie ma stu procentowej pewności, do prawdziwości jakiejkolwiek informacji..- nawijała, jakby to była kurczę sezonowa wyprzedaż -60%. Żartuję. 
- Dziękuję Em.- posłałam jej uśmiech.
- Nie ma za co Andy.- odwzajemniła mój gest, po czym pożegnała się i poszła w tylko sobie znanym kierunku. Z jednej strony odetchnęłam z ulgą, że już nie muszę słuchać jej gadania, ale z drugiej.. Poczułam ukłucie zazdrości, że tyle o nim wie. Jestem ciekawska i zazwyczaj mi to nie przeszkadza, to znaczy czasem daje sobie z czymś po prostu spokój. Ale teraz szlag mnie trafiał na myśl, że nie mam bladego pojęcia kim ów chłopak jest. Sean chyba wyczuł napięcie, bo zmarszczył brwi, a po chwili mnie do siebie przytulił.
- Spokojnie.- szepnął.
- Jestem spokojna.- odetchnęłam i wtuliłam się w niego. Puścił mnie dopiero wtedy, gdy już mi przeszło. Odsunęłam się i postanowiłam spędzić ten czas jak najlepiej. Uśmiech rozświetlił twarz mojego przyjaciela. Następnie poszliśmy w stronę budki z watą cukrową. Lubiłam ją, ale w zbyt dużych ilościach przyprawiała o mdłości.
- Poproszę jedną mega dużą smerfową.- zachichotałam na to określenie, przez co omal nie dostało mi się.- A dla tego tu głupka małą truskawkową.
Kobieta podała nam słodycze z uśmiechem, mówiąc, że taka kochająca się para nie musi płacić. Ledwo powstrzymaliśmy śmiech, dlatego też oddaliliśmy się szybko, mrucząc pod nosem podziękowania. Dopiero wtedy, gdy mogliśmy być w stu procentach pewni, że nic nas nie usłyszy, wybuchnęliśmy śmiechem.
- Rozumiesz to? Wzięła nas za parę!- udało mi się powiedzieć pomiędzy salwami śmiechu. Nagle Seanowi uśmiech zszedł z twarzy.- Ej.. Co jest?
- Nie, nic tylko... To naprawdę jest aż takie śmieszne? W końcu naprawdę się tak zachowujemy.- powiedział pewnie, na co mina mi zrzedła. Nie zrobi mi tego, nie może.
- Że co proszę?- zapytałam z niedowierzaniem.
- Wszystko słyszałaś. Moim zdaniem ta kobieta ma rację.- wzruszył ramionami.
- Mam rozumieć, że uważasz, że skoro zachowujemy się jak para, to mamy nią być?!- spojrzał na mnie dziwnie, a potem sam wybuchnął śmiechem.
- Jak ty w ogóle mogłaś tak pomyśleć! Andy! Jesteś moją przyjaciółką! Prawie rodzoną siostrą! Jak mógłbym umawiać się z rodziną?- śmiał się ze mnie. Dupek. Wyprostowałam się, odwróciłam na pięcie i zagłębiłam w tłum. Jak on mógł?! Najpierw mówi takie rzeczy, a potem śmieje się ze mnie, chociaż to właśnie przez niego dochodzę do takich błędnych wniosków!! Naprawdę byłam wściekła. Z naburmuszoną miną przeciskałam się między ciałami uczniów naszej szkoły. Co chwilę ktoś gratulował mi dobrego występu albo po prostu się witał. Nie żebym była jakaś znana, ale dzięki byciu cheerliderką przez 2 lata i ogólnym, przyjaznym i miłym nastawieniu do wszystkich, zyskałam sympatię pośród większości osób uczęszczających do naszego liceum. I jeśli mam być szczera, odpowiadało mi to, bo w końcu.. Kto by nie chciał być lubiany? A no właśnie.  
To nie jest tak, że jestem pusta i bezmyślna, a jedynym moim zmartwieniem jest to, co mam ubrać następnego dnia. Nie. Ja po prostu staram się być szczęśliwa. I jak na razie tylko się staram, bo efektów jak nie było tak nie ma.
- Andy!- usłyszałam głos mojej przyjaciółki. Odwróciłam się i i natychmiast przytuliłam na powitanie.
- Cześć Hannah!- powiedziałam z uśmiechem.- Jak tam rozpoczęcie?
- Tak jak zwykle, dyrka gadał, że wiesz, jesteśmy już prawie dorośli więc mamy zachowywać się odpowiedzialnie i tak dalej.- przewróciła oczami, a ja zachichotałam.
- Oj Han, nie przesadzaj.- zaśmiałam się, po czym skierowałyśmy się w stronę ławeczek, co było trudne biorąc pod uwagę ilość osób zgromadzonych na takiej małej przestrzeni. Na całe szczęście udało nam się jakoś zająć na nich wygodne miejsca. Z powodu mojego małego wzrostu, usiadłam na oparciu. Hannah była dość wysoka, więc mogła normalnie oprzeć się i tak dalej. Zawsze zazdrościłam jej 1.80 m wzrostu. Miała długie nogi, śliczną twarz, piękne, wielkie niebieskie oczy i mogła być modelką, naprawdę się do tego nadawała. Jedyne, czego jej brakowało, to naturalnych brązowych włosów. Musiała je farbować co jakiś czas, ponieważ pojawiały się jasne odrosty.
- Nie przesadzam!- wyrzuciła ręce w powietrze.- No może trochę.- dodała po chwili czerwieniąc się. Spojrzałam w tym samym kierunku co ona i ujrzałam jej chłopaka, Justina. Kompletnie do siebie nie pasowali, a jednocześnie dzięki temu wydawali się idealni. Byli niemal równego wzrostu. Ona kochała robić i pozować do zdjęć, czytać książki i słuchać muzyki albo pomagać mi ją tworzyć. Jus uwielbiał jeździć na swoim motorze, słuchać rock'a i.. przytulać się. O dziwo zamiast być typowym bad boy'em, czy coś był naprawdę fajnym chłopakiem. Kolejny powód do zazdrości. Ale Hannah była naprawdę cudowna! Zawsze mogłam na nią liczyć, oprócz tego świetnie się dogadywałyśmy. 
A wracając do Justina i całej reszty, która razem z nim szła.. O mój boże. Co z tego, że widzę Seana, skoro tuż za nimi szedł LUKE. Jeśli mam być szczera, to naprawdę podobał mi się. Miał niebieskie oczy, blond włosy zawsze postawione do góry w ten sam sposób (wyjątkiem był dzień, gdy mój brat zorganizował imprezę nad basenem i po pływaniu, gdy już wyschły, cały czas opadały mu na czoło). Był wysportowany, dość wysoki i miał czarny kolczyk w wardze. To ostatnie naprawdę mi się podobało. Przywitałam się z Jusem skinięciem głowy i żółwikiem, Seana szturchnęłam łokciem w żebra, gdy chciał usiąść koło mnie, nadal nie ruszając się z miejsca. Tuż po ich przyjściu, Hemmings zerkał tylko w moją stronę a gdy go na tym przyłapywałam, uśmiechał się do mnie ukazując dołeczki w policzkach. Odwzajemniałam to i odwracałam wzrok. Po jakimś czasie Hannah siedziała na kolanach swojego szarookiego chłopaka, Sean siedział po mojej lewej, a Luke.. Pomiędzy moimi nogami. To trochę dziwne, ale nie było więcej miejsca, a miałam wybór albo to co teraz, albo siedzieć mu na kolanach jak moja przyjaciółka u swojego "motocyklisty". Tak na marginesie Justin lubił, gdy go tak nazywaliśmy, co wydawało się nam śmieszne.
- Siedzimy tu już 1,5 godziny i nic się nie dzieje!- jęknęłam znudzona. Oni przyznali mi rację równie znudzonymi jęknięciami.- Jak myślicie, gdzie jest reszta?
- Pewnie odsypia wczorajszą imprezę u Diany.- zaśmiał się Luke i spojrzał na mnie do góry. Wow, fajnie się czułam mogąc patrzeć na niego z góry. 
- Nie było ich dzisiaj?- zapytałam zdziwiona. Hemmo pokręcił przecząco głową.- W takim razie wiem, gdzie idziemy potem.- uśmiechnęłam się przebiegle.
- Co ty znowu wymyśliłaś?- przewróciłam oczami na słowa Seana, ale i tak z radością wypisaną na twarzy odwróciłam się w jego stronę.
- Odwiedzimy tych leni i zafundujemy im niezłą pobudkę.- twarz mojego przyjaciela natychmiast się rozświetliła.
- Zdajesz sobie sprawę z tego, że mam jeszcze fajerwerki z naszej lipcowej imprezy?- poruszył do mnie figlarnie brwiami. Wytrzeszczyłam na niego oczy.
- Naprawdę? W takim razie idziemy teeraz!- zaśmiałam się, a oni wstali. Gdy chciałam zrobić to samo, blondyn złapał mnie pod uda, dzięki czemu mogłam "siedzieć" na jego plecach.- Ehm.. Luke, możesz mnie puścić.- zaśmialiśmy się, a on wzruszył ramionami i dalej szedł.- Mówię na serio, postaw mnie na ziemię.
- Jak chcesz.- znowu wzruszył ramionami i postawił mnie, po czym szliśmy ramię w ramię dopóty, dopóki nie dotarliśmy do domu Seana. Weszliśmy do środka, uprzednio sprawdzając, czy nikogo nie ma w środku. Na szczęście ( a może nieszczęście ) dom był pusty. Brunet pobiegł do piwnicy i przyniósł małe pudło. Dopadłam do niego i zajrzałam do środka.
- A nie ma mojej ulubionej "niespodzianki"?- zapytałam smutno. To była specjalna fajerwerka, którą uwielbiałam.
- Niestety, wszystkie powystrzelałaś ostatnim razem.- wzruszył ramionami, jednocześnie walcząc z uśmiechem. Przyglądałam mu się podejrzliwie, aż w końcu po niuchałam nosem, na co zachichotali.
- Coś mi tu śmierdzi.- powiedziałam, a oni już krztusili się ze śmiechu.- Nie poważnie, jakby coś się paliło.
- Przesadzasz, chodźmy już.- powiedział lekko przestraszony Justin i wyszliśmy z domu. Powolnym krokiem skierowaliśmy się w stronę domu, na końcu ulicy, w którym najprawdopodobniej znajdowała się reszta naszej paczki.
- Um.. Możemy trochę szybciej? Bo tak jakby przez przypadek podpaliłem petardy i nie mamy zbyt wiele czasu- uśmiechnął się prosząco Sean, dzięki czemu spokojny spacer zamienił się w szaleńczy bieg. W ostatnim momencie udało nam się wrzucić pudło do ogrodu. Wszyscy schowali się za drzewami, tylko ja zostałam, sama nie wiem czemu, coś po prostu kazało mi zostać.
- Andy! Uważaj!- krzyknął Luke i podbiegł do mnie powalając nas na ziemię, jednocześnie kierując w stronę małych zarośli. Chłopak leżał na mnie, nasze serca przyspieszyły, oddechy stały się płytkie, a twarze znajdowały się milimetry od siebie. Popatrzyłam w jego oczy z zaciekawieniem. Jego wyrażały złość, a jednocześnie troskę i.. coś na kształt strachu? Tak, to zdecydowanie był strach. Popatrzyłam w prawo i ujrzałam wspaniały pokaz sztucznych ogni. Co z tego, że mogłam zginąć, śmiertelnie się poparzyć, oszpecić.. Leżałam pod chłopakiem, który naprawdę mi się podobał. Gdy wszystkie fajerwerki się wypaliły, moje serce biło już normalnie. Po raz kolejny spojrzałam na blondyna, który wpatrywał się we mnie dziwnie. Ciekawe, czy mnie pocałuje- pomyślałam. Ku mojemu nieszczęściu nic takiego się nie wydarzyło. Toczyliśmy bitwę na spojrzenia. Nie miałam zamiaru tego przegrać, on najwyraźniej również nie miał tego w planach. W końcu po kilku chwilach ( a może godzinach ) odepchnęłam go, nie przerywając kontaktu wzrokowego. Siedzieliśmy teraz między płotem a grubym krzakiem i gapiliśmy się na siebie.
- O co ci chodzi, co?- zapytałam cicho.
- To raczej ja powinienem zadać to pytanie. Chciałaś się zabić?!- wyszeptał zły i zmrużył oczy, jakby chciał mnie rozgryźć. Nie ma szans, nie pozwolę mu na to.
- Zapytałam pierwsza. Nie, nie chciałam się zabić.- przybrałam maskę, aby nie zobaczył, jak bardzo targają mną emocje. Miał rację, rzeczywiście mogłam umrzeć.
- Mnie nie chodzi o nic. Nie mam pojęcia o czym mówisz.- lekkie zawahanie w jego głosie sprawiło, że wytrzeszczyłam oczy.
- Lubisz mnie?- wymsknęło mi się, przez co twarz przybrała czerwonego koloru. O tyle w tym dobrego, że nie działo się to często, tylko czasami.
- Um..- podrapał się po karku.- To zależy.
- Od czego?- wypaliłam i zdałam sobie sprawę, że połknęłam haczyk. Spojrzał w niebo, potem na płot, aż w końcu nasze spojrzenia się spotkały i zablokowały.
- Od tego, czy ty mnie lubisz.


~*~
A oto pierwszy rozdział! Nadal długość nie jest taka, jaka by mi odpowiadała, ale chciałam skończyć w tym momencie. Mam nadzieję, że pierwszy rozdział się podoba. 
Mam też pytanie, zrobić zakładkę "Bohaterowie"? Bo moim zdaniem każdy powinien rozwinąć swoją wyobraźnię i sam stworzyć ową postać. Jednak jeśli taka zakładka ma się pojawić- napiszcie w komentarzu :D Nie wiem, kiedy dokładnie pojawi się postać, która ma odgrywać "najbardziej główną rolę" oczywiście tuż za Andy. A propo głównej bohaterki, to imię jest w porządku?
Czy każdy kto to przeczytał, może skomentować? Zależy mi na tym bardzo, bardzo mocno :)
I czy moglibyście pomóc mi i rozgłosić bloga? Nie wiem u siebie, czy gdziekolwiek, na pewno się odwdzięczę, ponieważ w najbliższym czasie stworzę coś na kształt "Blogi polecane" i tam będę wpisywała tych wszystkich itp. 
I BARDZO CHCIAŁAM PODZIĘKOWAĆ ZA AŻ DWIE NOMINACJE DO LIEBSTER AWARD!
Nie wiem, kiedy pojawią się odpowiedzi :D
To naprawdę fajne, ponieważ dopiero zaczynam, a na początek takie miłe niespodzianki :)
A więc dziękuję jeszcze raz za wszystko i proszę o komentarze!

Następny rozdział pojawi się, gdy będę gotowa go opublikować.
Oczywiście pomocne w tym będą wasze komentarze :)

Teenage Dream x.

Ah prawie zapomniałam! Nie zaprzątajcie sobie głowy tym, jak wygląda park, przystanek, samochód, dom czy cokolwiek. Niedługo powstanie zakładka "Okolica" i tam będzie większość tego, co będzie potrzebne :)